Blog > Komentarze do wpisu
Kociewie sprzyja rodzimym graczom?!

O Polpharmie jeszcze słów kilka..

Wracając ostatni raz w swoich po-pucharowych rozważaniach do tematu zwycięzców piątkowo-sobotniego Final Four, chciałem Was nieco zachęcić do przeanalizowania swego rodzaju punktów w kategorii funkcjonowania klubu u Pucharowego tryumfatora. Także nieco przybliżyć sylwetki zawodników.

image

Wiadomo, że Polpha to nie pierwszy zespół, który musi mocno zaciskać pasa w PLK i uważać na każdy wydatek. Jednak organizacja w oparciu o sponsorów jest na tyle solidna, by pokazać, że czasami oszczędności to też jakaś forma recepty na sukces. Zwłaszcza w kryzysowym na inwestycje sportowe czasie. Filozofia, którą stosują Diabły od czasów awansu do ekstraklasy jest ta sama (idąca w tym samym kierunku). Dwa – trzy nazwiska graczy zza oceanu, mieszanka młodości z doświadczeniem w wydaniu polskim, a czasami w miarę możliwości zaciąg z Bałkanów..

Tak naprawdę pierwsze nastawienie idzie na utrzymanie się w lidze, a jeśli już udaje się być w środku tabeli, mierzą w play off i ewentualną, dalszą niespodziankę. Taka sytuacja miała miejsce poprzedniej wiosny, kiedy na szyi Kociewiaków zawisły brązowe medale MP. Kluczem była i jest siła zespołu tzw. kolektyw - wyrównany skład - praktycznie bez większych nazwisk. Nazwiska "rosną" w trakcie grania i podczas kolejnych gier. Tak jest dziś..

W klubie ze Starogardu Gdańskiego nie raz dawano szansę polskiemu trenerowi (nie mówię o Sretenoviću;). Rozwijać się w tym miasteczku miał okazję Paweł Turkiewicz (zabrakło mu nieco szczęścia), Mariusz Karol (za jego czasów Polpha też była rewelacją ligi), wcześniej Tomasz Jankowski (potrafił ogrywać najlepszych w lidze), a przed laty i jeszcze długo przedtem – Dariusz Szczubiał.

image

Każdy z nich jednak wykonywał swoją pracę, bez wielkiej presji i nacisku na wynik. Ten właśnie fakt, może tłumaczyć budowę drużyny z perspektywami jak i awans sportowy polskich graczy. Nie ma tego, co ma czasem miejsce we Włocławku, w Zgorzelcu czy nawet w Sopocie/Gdynii. Kiedy sukces mierzy się w kategorii wydanych pieniędzy..a „papierowi zawodnicy” muszą przynieść medal.

Ten starogardzki mikroklimat (śmiem twierdzić, że swego czasu pączkował całkiem udanie zespół z pobliskim Kwidzynie i niedalekim Świeciu, o czym wie niejeden gracz w Polphie) sprzyjał niejednemu zawodnikowi jak i trenerowi. Myślę, że brak większej odpowiedzialności za wyniki wyjątkowo służył Milji Bogicevicowi, który już nie z takim wielkim powodzeniem (z większym budżetem), z przedsezonowym nastawieniem na medal, odmiennie radzi sobie w Poznaniu.

W zeszłym sezonie, właśnie na Kociewiu, przebił się do kadry i awansował do zespołu Anwilu Włocławek – Łukasz Majewski. Tam też swój udany debiut w ekstraklasie przeżył Damian Kulig, na którego stawiał ówczesny trener. Jeszcze przed nimi, do kadry przebijali się Tomasz Cielebąk czy Bartosz Sarzało.

W Starogardzie Gdańskim swoje najlepsze momenty kariery przeżywali zagraniczni gracze jak Tony Weeden, Patrick Okafor i Mujo Tuljković (nawet myślano o nim ponownie w przeciągu obecnego sezonu). Stamtąd dalej w świat poszedł Jerry Johnson, Damian Kinloch, Michael Hicks (teraz zalicza udany come back). Teraz też o podobną szansę i dalszy rozwój z sukcesem w tle, walczą Deonta Vaughn, Kirk Archibeque i Brian Gilmore. Kto wie może po tym sezonie, niejeden gracz złamie niepisaną zasadę awansu do innego klubu i zagości na Kociewiu na dłużej?

Wracając jeszcze do Polaków. Za kadencji Tomasza Jankowskiego świetnie w tym miejscu rozwinął się Iwo Kitzinger, dla którego rok gry dla Farmaceutów jest do dziś najlepszym czasem w karierze – porównywano go wówczas do Andrzeja Pluty. Kto wie czy ten obrońca nie wróciłby na „stare śmieci” (z pocałowaniem ręki)?

image

Zwłaszcza, gdy jego koledzy – kadrowicze, jeszcze z czasów gry – Śląska - podnoszą skutecznie swoją sportową formę! Może jakieś wnioski z przygody Kitzingera wyciągną inni, rodzimi gracze..W moim przekonaniu kluczowe będzie zatrzymanie trenera Sretenovića, o które już dziś bym się zatroszczył będąc w skórze Romana Olszewskiego. „Sreta” na pewno na brak ofert nie będzie narzekał!

Polpharma to klub, który daje nową szansę (Skibniewski, Chanas), który pozwala odbudować formę po nieudanych przygodach w Niemczech (Cielebąk, Hicks), to klub, który nie boi się zaufać młodym graczom (j.w. oraz przykład Dutkiewicza czy Szpyrki, a ostatnio 17-letniego Radomskiego). Zespół, który wg mnie pomaga graczom po przejściach.

Nie każdy przecież pamięta, że na parkiecie Kociewskich Diabłów uległa szwankowi kariera i ręka Kamila Chanasa. Tego gracza, który notował swój, mały koncert w postaci 11 oczek, podczas drugich dziesięciu minut finałowego spotkania PP. Nie każdy już też dziś pamięta, że zwycięstwo w Pucharze Polski to ogromny prestiż dla klubu, który w dotychczasowej i krótkiej w porównaniu z pewnymi, ligowymi tuzami okazuje się przysłowiowym szaraczkiem. Jednak ten sukces, pozwolił Polpharmie na chwilę chwały, która może być niezwykle budująca w perspektywie walki w play off. Na pewno taki "psychologiczny kop" doda niejednemu graczowi większej woli walki, dodatkowego pokładu energii i zmobilizuje do następnych, potencjalnych sukcesów.

Moja pointa na zeszły weekend to znana maksyma, że pieniądze szczęścia nie dają. Sukces na pewno tak!! Gratulacje dla zawodników i kibiców SKK Polpharma.

środa, 16 lutego 2011, woitekski

Polecane wpisy

Nasz Kosz Enbiej.pl - NBA, koszykówka blog Czwarta Kwarta - to co najważniejsze o NBA blogi Blogi SportoweBlogi Sportowe Najlepsze Sportowe Blogi