poniedziałek, 07 maja 2012
Przed drugą rundą play off w TBL.

1. Kto wg Ciebie zrobił - zespołowo - największą niespodziankę swoim fanom w ćwierćfinałach PLK?

Bartek Berbeć: AZS Koszalin. Śląsk Wrocław również był tutaj wysoko, ale wrocławianom naprawdę niewiele zabrakło do awansu do najlepszej szóstki, poza tym byli zdecydowanie wyróżniającą się ekipą spośród tzw. grupy słabszej. Dodatkowo, chociaż to teoretycznie ich debiutancki sezon, jest to jednak uznana marka, która może liczyć na 3,5 tys. publiczność w Hali Orbita. AZS był natomiast skazany na pożarcie w starciu z królewską dynastią z Sopotu. W doprowadzeniu do piątego meczu i przyparciu do ściany wielokrotnych mistrzów kraju nie przeszkodziło im nawet pobicie przez nieodpowiedzialnych mieszkańców ich własnego miasta. Pomimo osłabienia stawili czoło Prokomowi. Piątka dla AZS-u, o którego sile stanowi trójka weteranów (Milicić, Reese, Bigus) oraz świetny Marcin Dutkiewicz!

Karol SadowskiTutaj wyróżniłbym trzy zespoły, z czego tylko jeden awansował do półfinałów. Zacznę jednak od przegranych, choć spokojnie można nazwać ich zwycięzcami - AZS Koszalin i Śląsk Wrocław. W obu przypadkach chyba nikt nie spodziewał się, że ćwierćfinałowa rywalizacja AZS-u z Asseco Prokomem i Śląska z Treflem zakończy się dopiero w piątym starciu. Wszak obie ekipy do końca zachowywały realne szanse na awans. Może dziwnie to zabrzmi, ale Koszalinowi z pewnością mogły pomóc wydarzenia związane z pobiciem koszykarzy tego właśnie klubu. Już sam fakt, że Akademicy nie chcieli przekładać trzeciego meczu był zaskakujący. W drużynie była ogromna mobilizacja, kibice byli gotowi wesprzeć zespół, jak nigdy dotąd. Mistrzowie Polski mogli zaś pomyśleć, że będzie to czysta formalność, a poobijani podopieczni Andreja Urlepa nie dość, że będą zmęczeni całą tą sytuacją, to jeszcze dobici psychicznie. Nic bardziej mylnego. Śląsk zaś jest rewelacją samą w sobie. Tylko w II etapie TBL przegrał zaledwie trzy mecze, a to mogło wskazywać, że wrocławianie wcale nie muszą być chłopcami do bicia w starciu ze znakomitym Treflem. I nie byli. Wręcz przeciwnie, ostro postraszyli sopocian i byli o krok od ich wyeliminowania. Nie udało się. Za trzecią niespodziankę uznałbym drużynę Zastalu Zielona Góra. Drużynę, która właśnie co osiągnęła półfinał TBL eliminując jednocześnie zespół Energi Czarnych Słupsk, jednego z faworytów do podium. Na oklaski zasługuje także poziom tego ćwierćfinału. Najbardziej ekscytująca para, w której każde spotkania kończyło się wielką nerwówką.

Mac: Bez wątpienia Śląsk Wrocław i AZS Koszalin. Obydwa te zespoły przystępowały do Play-Off ze znacznie niższych miejsc, a mimo to potrafili mocno postraszyć faworytów. Śląsk nawet zdołał wygrać w sopockiej hali, co było ogromną niespodzianką.

Woy: przede wszystkim Zastal, gdyż pokonał brązowego medalistę MP i uciekł spod przysłowiowego topora. W dalszej kolejności stawiam AZS Koszalin. Urlepowska drużyna zaskoczyła najwierniejszych fanów wygranym meczem numer 4, czyli dzień po ataku fanów Gwardii Koszalin na koszykarzy AZS-u.

2. Który gracz najbardziej pozytywnie Cię zaskoczył a który najbardziej rozczarował?

Bartek Berbeć: Pozytywnie zaskoczył mnie absolutnie Paweł Buczak. Był trzecim najważniejszym koszykarzem Śląska w tej serii i z meczu na mecz był coraz pewniejszy. Trafiał z daleka, ale i latał nad koszami. Materiał na świetnego skrzydłowego rodem z Ivy League. Rozczarował mnie z kolei Adam Waczyński, niewidoczny przez drugą część serii ze Śląskiem. Po prostu zniknął.

Karol Sadowski: Stanley Burrell to zdecydowanie największy wygrany - choć dziwnie pisać tu o wygranej, kiedy jego drużyna odpadła z dalszej rywalizacji - pierwszej rundy playoffs. Zawodnik, który przez większą część sezonu był bardzo nielubiany przez słupskich kibiców, przede wszystkim ze względu na swoją samolubną grę, teraz został przez nich pokochany. Amerykanin tę przemianę zawdzięcza znakomitej postawie w pięciomeczu z Zastalem. Kiedy inni gracze wyglądali tak, jakby zupełnie nie zależało im na wyniku, on walczył do ostatniego tchu. Ale nie tylko, że walczył, przede wszystkim trafiał i widział na boisku kolegów z drużyny, często bezradnych kolegów. I tym właśnie Burrell zasłużył sobie na przyznany nie dawno tytuł MVP ćwierćfinałów TBL.
Największe rozczarowanie? Szczerze przyznam, że nie mam swojego typu w tej kategorii. Z pewnością wszyscy polscy zawodnicy Energi Czarnych, a przynajmniej ich większość oraz być może Adam Waczyński z Trefla Sopot. Tyle.

Mac: Kilku zawodników bardzo pozytywnie mnie zaskoczyło. Jerel Blassingame stał się czołową postacią Prokomu. Igor Milicic mimo wielu lat na karku jeszcze raz wspiął się niemal na szczyt swoich umiejętności. A młody Kamil Łączyński bez większych kompleksów grał przeciwko obrońcom tytułu. Byli jednak również tacy, którzy mnie rozczarowali. Lorinza Harrington był przez większość spotkań niemal zupełnie niewidoczny, a drużyna bardzo go potrzebowała. Obok meczów przeszli również Aaron Cel czy Mantas Cesnauskis.

Woy: Cieszy przede wszystkim forma Polaków i powroty do niej Łukasza Wiśniewskiego oraz Michała Chylińskiego (pozytywy). Obaj okazali się tzw. czynnikami X, niezbędnymi przy wygranej swoich klubów. Podkreślić trzeba jednak dominację Johna Turka (pozytyw) nad Aleksandarem Mladenovićem (negatyw). Dwa najważniejsze mecze (4 i 5) środkowy Śląska przegrał z kretesem a Amerykanin ogrywał go niemiłosiernie. Serba obok odchodzącego w cień Jermaine'a Malletta - Adama Waczyńskiego (negatyw) - postawię po stronie zawodzących w ważnych momentach.

3. Jak oceniasz poziom sędziowania i na co zwróciłbyś uwagę po ćwierćfinałach?

Bartek Berbeć: Zazwyczaj nie mówię o sędziowaniu, bo panowie z gwizdkami znają się na regułach tego sportu lepiej, niż ja. Subiektywna ocena byłaby taka, że byli nieuważni, niejednoznacznie interpretowali pewne zachowania, nie widzieli kilku fauli pod koszami, a kilka puścili. Mam nadzieję, że "dalej tak nie będzie".

Karol Sadowski: Wszyscy doskonale wiemy, jaki był poziom sędziowania w rundzie zasadniczej TBL oraz w II etapie rozgrywek. A był fatalny. Teraz jednak zostałem mile zaskoczony, bo arbitrzy w play-off naprawdę dają radę. Oczywiście, że nie wszyscy, że nie w każdym meczu, ale ogólnie rzecz biorąc nie jest źle, a jak na realia PLK, jest nawet bardzo dobrze. Oby tylko sędziowie trzymali poziom z ostatnich meczów i nie gwizdali popularnej "apteki". Bo takich spotkań najzwyczajniej w świecie nie da i nie chce się oglądać.

Mac: Poziom sędziowania to bardzo drażliwy temat. Według mnie w naszej lidze jest bardzo nierówny. Czasami do panów z gwizdkami nie można mieć praktycznie żadnych zastrzeżeń, ale w innych przypadkach człowiek aż sam łapie się za głowę, bo nie wie co oni robią.

Woy: Bardzo nierówny, czasami niezrozumiały, zwłaszcza dla znającego przepisy. Kontrowersyjna sytuacja to faul przy rzucie za trzy punkty na Stanie Burrellu (czas najwyższy na powtórki przy asyście TV w kluczowych fragmentach spotkań) z pierwszego meczu Czarnych z Zastalem. W potyczkach Śląska z Treflem bardzo mocna praca rękoma graczy trójmiejskich w obronie na Robercie Skibniewskim i Aleksandarze Mladenoviću (zwłaszcza mecze 4 i 5 na pick and rollu). Prawdziwym 'popisem' nazwałbym brak ingerencji sędziów w łapanie za koszulkę Mladenovića przez Sauliusa Kuzminskasa. Ponadto sędziowie nie respektują takich rzeczy jak zakaz wbiegnięcia trenera i zawodników na parkiet (mecz numer 4 Śląska przy urazie Marcina Stefańskiego)  oraz przy wyjściu na kontrę i próbie zdobycia punktów po minięciu rywala, (za łapanie w pół - parę razy w serii przy wyjściach do szybkiego ataku Paula Grahama, w sytuacji otwartej drogi do kosza) brak decyzji o faulu niesportowym.

4. Od półfinałów wszystkie mecze relacjonować będzie TVP Sport, ale jaka była Twoja reakcja, kiedy podczas ćwierćfinałów zawieszono relacje na PLK.tv z braku środków?

Bartek Berbeć: Niestety nie pamiętam swojej reakcji. :) Byłem chyba zbyt zajęty oglądanie meczów w hali.

Karol Sadowski: Szczerze przyznam, że nie rozumiem żali kibiców i dziennikarzy w tej kwestii. Zamiast narzekać w tym aspekcie powinniśmy się cieszyć, bo kiedy mieliśmy sezon, w którym było tyle transmisji z meczów TBL, ile jest teraz? A fakt, że liga pieniędzy na to za wiele nie ma, to już druga sprawa.

Mac: Cieszę się, że ta nasza koszykówka jest dostępna czy to w internecie czy na antenie TVP Sport. Trzeba jednak w tej dziedzinie cały czas się rozwijać. To wszystko musi wyglądać w pełni profesjonalnie i nie można sobie pozwolić na jakiś brak środków.

Woy: Jakość transmisji w sezonie zasadniczym pozostawiała wiele do życzenia. Trzeba się zastanowić czy skoro są z tym problemy, nie lepiej dać na antenę TVP Sport 2 weekendowych spotkań i zwiększyć wyraźnie oglądalność w telewizji publicznej, która jest rekordowa w tym sezonie ( podczas play offs 62 tys - to jednak wynik ciągle do poprawy!).

5. Twoje typy na finał ligi to..

Bartek Berbeć: Asseco - Turów. Większość pewnie wytypuje Trefl, ale ja pójdę inną drogą - zgorzelczanie mają tzw. "size" - wysokich i wszechstronnych graczy (Cel, Wysocki, Kickert), którzy mogą przeciwstawić się duetowi Turek-Dylewicz, mają rzut z daleka i głęboki skład.

Karol Sadowski: Ponoć wszystkim marzy się trójmiejska batalia, mi nie. Szczerze przyznam, że kibicuję Zastalowi, jednak wydaje mi się, że w finale tradycyjnie spotkają się Asseco Prokom z PGE Turowem. Tylko wynik tego finału będzie inny niż zwykle.
Asseco Prokom - Zastal 3:1
Trefl - PGE Turów 2:3

Mac: Przed nami bardzo ciekawe półfinały. Szczególnie para Trefl - Turów mnie elektryzuje. Jeśli chodzi o typy finalistów, to stawiam na Asseco Prokom Gdynia i Turów Zgorzelec. Turów niby startował do Play-Off dopiero z szóstego miejsca, ale już w serii z Anwilem wyglądał na kompletny, ułożony zespół. Mogą sprawić niespodziankę.

Woy: Zastanawiam się czy Turów przełamie kompleks Trefla oraz czy na czas, dojdą do siebie Kamil Chanas i Kirk Archibeque w drugiej parze. Osobiście stawiam na derbowy finał a kluczowa będzie w półfinałach przewaga własnego parkietu.

niedziela, 06 maja 2012
Podsumowanie I rundy play off w TBL.

Mecze, których prędko nie zapomnimy:

1. Trefl Sopot - Śląsk Wrocław (78:86) czyli zimny prysznic dla sopocian na starcie play offs.

2. Czarni Słupsk - Zastal Zielona Góra (77:78) czyli Piotr Stelmach wyrywa wygraną gospodarzom.

3. AZS Koszalin - Asseco Prokom (87:72) czyli wygrana zespołu Andreja Urlepa po wielce nieprzyjemnych okolicznościach i napaści kibiców koszalińskiej Gwardii.

Gracze na topie: 

1. John Turek - praktycznie w pojedynkę przesądził o losach finałowej potyczki Trefla.  Jego 29pkt i 90% skuteczność z gry 11-13 załatwiła sprawę awansu sopocianom. Amerykanin, który będzie się ubiegał o polski paszport mocno ogrywał Aleksandera Mladenovica i nie pozostawił cienia wątpliwości, kto jest najlepszym centrem w lidze.

2. David Jackson - dwa spotkania - drugie we Włocławku i ostatnie w Zgorzelcu - pokazały, że DJ jest ciągle liderem na obwodzie wicemistrzów Polski. 19 i 26pkt przy wysokiej skuteczności dały awans Turowa nad wyżej notowanym Anwilem. Jego mocną stroną jest również defensywa i nacisk w obronie na Krzysztofa Szubargę lub Dardana Berishę był widoczny przez większość serii.

3. Uros Mirković - na początku sezonu, za kadencji Tomasza Jankowskiego grywał mało, a trener częściej stawiał na Piotra Stelmacha. Dziś ciężko sobie jednak wyobrazić Zastal bez brązowego medalisty MP oraz zdobywcy Pucharu Polski z Polpharmą. Jego doświadczenie jest niemal bezcenne w play off a jego przysłowiowa brudna robota dała wygraną serię Zastalu z Czarnymi. Blisko 11pkt na mecz i niemal 7 zbiórek robi wrażenie i może okazać się niezwykle przydatne w walce z podkoszowymi Asseco Prokomu.

Trenerzy na topie:

1. Karlis Muiznieks - uratował mocno zagrożoną po trzech spotkaniach serii ze Śląskiem posadę, wydłużając swoją rotację w składzie, wprowadzając do piątki Jermaine'a Malleta oraz zmuszając swoich graczy do większego wysiłku w defensywie.

2. Jacek Winnicki - załagodził swoje konflikty z Ronaldem Moorem oraz Konradem Wysockim a przez to poprawił atmosferę w zespole. Turów znów dziś wygląda na pretendenta do tytułu po ograniu wyżej rozstawionego Anwilu.

3. Miodrag Rajković - mimo, że zaczął już wakacje to zostanie w pamięci kibiców jako ten, który potrafi skleić dobrze rozumiejącą się drużynę z wielkim sercem do gry za naprawdę niewielkie pieniądze. We Wrocławiu już zastanawiają się czy trener zostanie w Śląsku na kolejny sezon.

Gracze na flopie: 

1. Walter Hodge - jego obsceniczny gest i wyciągnięty w kierunku kibiców środkowy palec na długo zapamięta koszykarska Polska. Hodge nie prezentował się jak MVP ligi i przegrywał rywalizację ze Stanley'em Burrellem. Zobaczymy jak poradzi sobie z presją i w starciu z Mistrzami Polski?

2. Darnell Hinson - mógł być bohaterem serii Czarni - Zastal, ale jego najważniejszy i wykonywany z czystej pozycji rzut za trzy punkty nie doszedł do celu. Pomimo solidnego sezonu oraz awansu sportowego z Polonii do Czarnych pozostał niedosyt w perspektywie tego gracza..

3. George Reese - weteran polskich parkietów nie wrócił do wysokiej formy po całkiem niedawno przebytej kontuzji. Tak naprawdę to w jednym, czwartym spotkaniu AZS-u zagrał jak na lidera przystało (18pkt). W innych spotkaniach miał problemy ze skutecznością (2-4-10) czy faulami (4-5-4) i nie nawiązał tak wyrównanej walki z Donatasem Motiejunasem jak życzyłby sobie trener Urlep. Sukces koszalinian był blisko, ale zabrakło tej przysłowiowej kropki nad 'i'.

Trenerzy na flopie:

1. Dainius Adomiatis - może się mylę, ale wydaje mi się, że po serii porażek z Anwilem - 6 oraz niemocy w drugiej fazie sezonu - 7 przegranych z rzędu, czas drugiego wg ocen kolegów po fachu, szkoleniowca PLK dobiegł końca w Słupsku. Litwin zbudował bardzo podobną drużynę jak przed rokiem, wymieniając niektóre elementy jej, ale sukcesu i medalu nie udało się powtórzyć.

2. Krzysztof Szablowski - niestety nie sprawił cudu we Włocławku i już dziś wieść niesie, że Anwil poszukuje nowego, pierwszego. Na usprawiedliwienie trzeba dodać, iż nie on dobierał zawodników a trener Mutapcić i nie miał dużego pola manewru na pozycjach podkoszowych przy urazie Seida Hajrića. Na Kujawach niestety takich wysokich porażek jak w drugim meczu z Turowem, szybko się nie zapomina. A przewagę własnego parkietu trzeba po prostu wykorzystywać.

3. Mihailo Uvalin - ktoś powie: przecież awansował dalej! Jednak jego zachowanie i prowokacja w stosunku do Dainiusa Adomaitisa pozostanie w pamięci, również jak i w przypadku Hodge'a, niejednego fana basketu w naszym kraju. Pewnych rzeczy po prostu nie wypada mówić i robić osobom publicznym. Zobaczymy jak sobie poradzi z ciśnieniem w starciu z Asseco Prokomem?

Drużyna pierwszej rundy: Turów Zgorzelec, za wygranie serii jako niżej notowany i powrót do grona faworytów po 3-1.

Piątka polskich graczy: Robert Skibniewski - Łukasz Wiśniewski - Michał Chyliński - Piotr Stelmach - Filip Dylewicz

Najlepsza piątka I rundy P.O.: Stanley Burrell - David Jackson - Donatas Motiejunas - Filip Dylewicz - John Turek

sobota, 05 maja 2012
Mocne akcenty naszych w pierwszej rundzie play offs.

Pierwszą fazę play offs i ćwierćfinały mamy już za sobą. Nie brakowało niespodzianek, nie zabrakło wyrównanych spotkań z dogrywkami, również mamy za sobą solidne i godne uwagi występy naszych reprezentantów. Poniżej prezentuję Wam piątkę naszych najlepszych kadrowiczów z których sporą część ujrzymy w półfinałach, podczas walki o medale. Każdemu z wyróżnionych nadałem jakiś przydomek by podkreślić ich wkład w losy drużyny. Oto polscy bohaterowie pierwszej fazy play offs:

1. Lider z prawdziwego zdarzenia: Filip Dylewicz (Trefl Sopot)

Amerykanie mówią o takim graczu go-to-guy co w wolnym tłumaczeniu znaczy, że na nim możemy polegać podczas najważniejszych fragmentów spotkania, kiedy ważą się losy wyniku, a on nie zawiedzie naszych oczekiwań. Można postawić na niego w ciemno, dograć mu piłkę w strefę podkoszową i ten gracz dokona egzekucji. Tym kimś był właśnie popularny Dylu, ogrywający podkoszowych Śląska i niedawnego kolegę z drużyny Adama Wójcika. 16.2pkt oraz 5.4 zb dały mu pozycje w top10 play offs obu kategorii. Następny przystanek Filipa to konfrontacja z Turowem oraz Danielem Kickertem. W sezonie zasadniczym jego team nie miał problemu z regularnym ogrywaniem zgorzelczan, jak będzie teraz?

2. Człowiek orkiestra: Robert Skibniewski (Śląsk Wrocław)

Rozgrywający Miodraga Rajkovića nie dostał nawet głosu podczas wyboru najlepszego Polaka w lidze po II fazach sezonu zasadniczego, choć każdy sobie zdaje sprawę, iż team z Dolnego Śląska nie istnieje bez niego na boisku. Skiba w konfrontacji z Łukaszem Koszarkiem wypadał dużo lepiej, windując swoją średnią do 14pkt (10 pozycja w play offs) oraz podwyższając swoją liczbę zbiórek (3.2). Do wysokiej liczby asyst lider Śląska zdołał nas już przyzwyczaić (6.0). W konfrontacji z Treflem Robert trafił też najwięcej rzutów za trzy punkty spośród wszystkich graczy biorących udział w pięcio-meczowym serialu - 12. Tylko Piotr Pamuła (13) trafił od niego więcej trójek w pierwszej rundzie P.O. W pamięci fanów Śląska playmaker zostanie na dłużej dzięki osiągnięciom bliskim triple double; podczas 3 meczu zanotował on 11pkt, 9as i 7zb.

3. Cichy bohater: Piotr Stelmach (Zastal Zielona Góra)

Poprzez kontuzję stracił on miejsce w pierwszej piątce kosztem Urosa Mirkovića. 7.2pkt oraz 3.2 zbiórki na mecz też nie powalają na kolana fanów basketu..ALE! O takim graczu jak Stelmach mówi się silent killer czyli cichy zabójca. W słynnym już meczu numer 4, z nożem na gardle, bohater Zielonej Góry stanął na wysokości zadania i wytrzymał próbę największych nerwów. Dostał piłkę na 7 metrze, i w 4 sekundy wyrwał wygraną ze szponów Czarnych Panter, decydując się na solowe i skuteczne wejście pod kosz. Kto wie czy dzięki jego akcji nie zdobędzie medalu Mistrzostw Polski?

4. Bohater drugiego planu: Łukasz Wiśniewski (Trefl Sopot)

Fantastyczną pracę w obronie na Robercie Skibniewskim (patrz mecze 4 i 5) wykonał kolega reprezentacyjny (również z czasów ich wspólnej gry dla Polpaku Świecie) obrońca Karlisa Muiznieksa. Wiśniewski wg mojej opinii był numer jeden defensorem na obwodzie podczas dwóch faz sezonu zasadniczego, a wraz ze swoim postępem, udowodnił te umiejętności z play offs. Ponadto, dzięki wielkiej pracy na treningach, wrócił on do swojej wysokiej formy rzutowej z pierwszej części sezonu i w kluczowym piątym meczu ze Śląskiem trafił Łukasz 3 trójki w drugiej kwarcie meczu, a w sumie 4. Tym samym dołożył on dużą cegłę do wygranej Trefla oraz udanie zastąpił częściej pilnowanego Jermaine'a Malletta, bohatera meczu nr4.

5. Wychodzący z cienia: Michał Chyliński

Wydawało się, że to Krzysztof Szubarga i Dardan Berisha mogą stać się bohaterami serii Anwil - Turów. To jednak wracający do wysokiej formy, ex obrońca reprezentacji grał najrówniej. Podczas dwóch ostatnich spotkań zaliczył ponad 60% skuteczność przy próbach z pola gry, nie popełniał praktycznie strat, wymuszał faule przeciwka i był w przysłowiowym gazie. Teoretycznie, bez wyraźnego udziału Michała (16 i 13pkt) nie byłoby dziś Turowa w drugiej z rzędu walce o medale. Dziś trzeba podkreślić również, iż Daniel Kickert, David Jackson i Konrad Wysocki to nie tylko atuty Turowa. Jest też tam mocny, polski akcent i za to należy się szacunek 26-letniemu, wracającemu po poważnej kontuzji, graczowi.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 258
Nasz Kosz Enbiej.pl - NBA, koszykówka blog Czwarta Kwarta - to co najważniejsze o NBA blogi Blogi SportoweBlogi Sportowe Najlepsze Sportowe Blogi